niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział IV

-To jest nasza stołówka, chodzimy tu na śniadania, obiady i kolacje po usłyszeniu gongu, to taki znak...-dodała uśmiechając się.
-A co to za owoce? Te z  tych drzew cieni czy jakoś tak?
-To nasze główne danie oprócz normalnego,ludzkiego. Te owoce dają nam siłę,wytrzymałość i spryt, są nam niezbędne do przeżycia, nie tylko dla tego że bez siły nie pokonalibyśmy potworów, ale również dla tego że cierpimy na coś o nazwie "głód mroku", można zaspokoić go także w inny bardziej drastyczny sposób.
-Śmiercią ludzi?
-Tak.Wiem,brzmi to okropnie, ale taka jest niestety nasza natura.Dobra starczy tej rozmowy choć pokażę ci naszą arenę.
Arena o której mówiła Annabeth była ogromnym piaszczystym teren okrążonym dookoła ławkami, była stworzona na wzór koloseum, tak bynajmniej mi się wydawało.
-To tutaj ćwiczycie?
-Owszem między innymi, czasami robimy sobie także treningi w terenie.
-Ilu tak wo gule nas jest, no wiesz opuszczonych?
-Są nas setki, jesteśmy porozdzielani na różne obozy,o ile się nie mylę jest ich chyba sześć.
-Aha.Powiedz mi co to za budynek, ten prawie na szczycie?
-To główna hala, chodzimy tam czasami żeby powspominać stare czasy, opuszczonych którzy zginęli za nas, i innych którzy przysłużyli się nam.Chodź pokażę ci.
Wszedłem do jakiegoś ogromnego pokoju obwieszonego zdjęciami różnych ludzi,ale w centrum pokoju wisiał obraz niewysokiej dziewczyn, jasnej karnacji,o pięknych prostych włosach do ramion,wyglądała na młodą osobę.
-Annabeth,powiedz mi kto to?
-To Diana,przeklęta zdrajczyni zawsze broniła naszego obozu,nie zważając na czyjąś krzywdę,była wielką bohaterką,do pewnego czasu.W dzień wielkiej bitwy między opuszczonymi a demonami, zdradziła nas oddała opiekuna obozu w ręce demonów w zamian za życie wieczne, demony ją oszukały nie mogła żyć wiecznie, ale dla naszego opiekuna nie było już nadziei.Diana została wyrzucona z obozu.Od tamtego czasu mści się na nas z swą gromadą "łowcami cieni".
-To okropne.
-Tak, przez Diane zginęło wiele niewinnych. Ale to już nie istotne, przejdźmy do domków sypialnych.Wybierzesz swój.

Wybrałem domek o numerze 23, ponieważ taki numer miało moje stare mieszkanie, mieszkanie z rodzicami...Tęskniłem za nimi, na pewno bardzo się o mnie martwili, ale co ja mogłem na to poradzić? Nie mogę się teraz zamartwiać,jutro pierwsze dzień mojego obozowego,nowego życia...  

Rozdział III

Ta bestia była rozwścieczona, rzucił się na mnie z swoimi wielkimi szponami, na szczęście w ostatniej chwili zdążyłem odskoczyć mu na bok, zrobiłem to nieświadomie, jakby ktoś mną sterował to działo się tak szybko... Nie musiałem długo zastanawiać się co robić dalej, zacząłem biec w stronę wyjścia. Wielka bestia od razu zaczęła mnie gonić.Wybiegłem z szkoły.Rozejrzałem się szybko i wsiadłem do najbliższego autobusu.Udało się, okropna bestia zniknęła mi z oczy za zakrętem. Byłem w ogromnym szoku nie miałem pojęcia co się właściwie wydarzyło.Czy to wszystko działo się na prawdę? A nawet jeśli to o jaką księgę mu chodziło? To wszystko nie miało sensu.

Byłem bardzo głodny, a normalne jedzenie nie było w stanie zaspokoić tego głodu.Wróciłem do domu, a tam stało się coś okropnie dziwnego gdy wszedłem do domu moi rodzice nawet mnie nie zauważyli, nie chodzi o to że wszedłem cicho, ale o to że gdy stałem przed nimi to po prostu mnie nie widzieli.. Cokolwiek zrobiłem oni tego nie dostrzegali, nie dość że mam straszliwe problemy, to w dodatku nikt mnie nie widzi i nie może mi pomóc.

Dopiero po dwóch dniach dostrzegłem bardzo istotny fakt, nie miałem cienia, gdziekolwiek nie stanąłem nigdzie go nie dostrzegłem. Dziwne prawda?Ale z każdym dniem czułem większe zmęczenie, mimo to że w noc spałem. Podróżowałem cieniem fantastycznie, tylko jak z niego wyjść? W każdej wolnej chwili zadawałem sobie to pytanie.Przypomniałem sobie również o słowach które usłyszałem parę dni temu, i zacząłem poszukiwania tego miejsca.Dopiero po kolejnych dwóch dniach odnalazłem swój cel.Było tam na prawdę pięknie uwierzcie mi na sławo, promienie słońca odbijały się na wielkiej powierzchni jeziora, z szczytu wzgórza było widać całe Long Island,a las, las był przepiękny dookoła rosło mnóstwo świerków i innych drzew iglastych, to było najpiękniejsze miejsce jakie kiedykolwiek widziałem.Na początku drogi którą szedłem widniał napis abandoned camp (obóz opuszczonych).Przy wejściu stała wysoka dziewczyna o długich blond włosach,myślałem że przejdę koło niej nie zauważony, jak koło każdego innego człowieka, ale ona mnie zaczepiła. W pierwszym momencie byłem w szoku, a dopiero po chwili straszliwie się ucieszyłem, nareszcie ktoś mnie widzi, mogę z kimś na prawdę porozmawiać, to było wspaniałe uczucie.
-Jestem Grover-powiedziałem
-Hej jestem Annabeth. Witaj w obozie opuszczonych.-dodała
-Obozie opuszczonych? Co to właściwie?
-To obóz dla specjalnych ludzi, zostałeś naznaczony jak każdy z nas, i w tym właśnie momencie zostałeś opuszczonym
-Opuszczonym?
-Tak opuszczonym. Od ludzi różnimy się tylko tym że możemy podróżować cieniem, jemy owoce z drzew cieni oraz tym że widzimy potwory których nie widzą normalni ludzie.Musimy z nimi walczyć by przeżyć i to właśnie dla tego powstał obóz opuszczonych.Za pewne jesteś głodny prawda?
-Tak nawet nie wiesz jak bardzo.
-Choć ze mną, oprowadzę cię-powiedziała.          

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział II

Tak zdecydowanie działo się ze mną coś nie tak zacząłem słyszeć jakieś głosy lecz nie byłem wstanie rozszyfrować co mówiły jedyne słowa które zrozumiałem to prawdopodobnie wzgórze,jezioro,las coś w tym stylu to jedyne słowa które byłem wstanie zrozumieć. Zszedłem na dół czekali tam na mnie rodzice nic nie podejrzewali, a ja postanowiłem nie mówić im o wczorajszym zajściu po co mam ich martwić? A te głosy? Może tylko mi się coś wydawało. Sam sobie zaprzeczam, wiem, ale to jest strasznie dziwne nie mam pojęcia co się dzieje. Zjadłem śniadanie wyjątkowo szybko chłonąłem je jak gąbka wodę. Moi rodzice byli mną przerażeni ale jak zwykle wmawiali sobie "to przez dojrzewanie", chciałbym im w to wierzyć ale moja podświadomość mi zabraniała.

Kolejne dziwne zdarzenia zaczęły się dziać w szkole, zauważyłem jakieś przerażające monstrum, wybuchłem paniką, uciekłem i zamknąłem się w schowku na miotły. Na szczęście okropny potwór nie zaczął mnie gonić. Dlaczego? A może powinienem zadać inne pytanie dlaczego nikt go nie widział? To chore, to wszystko jest jakieś chore!!! co się ze mną dzieje? Jem za 20-stu słyszę głosy, nie odczuwam zmęczenia i widzę potwory co dalej? Wyrosną mi kopyta, skrzydła a może skrzela? Po upływie ok 10 min. odważyłem się wyjść z schowka,chwilę później zadzwonił dzwonek na lekcje, pierwszy raz tak mnie ucieszył. Usiadłem w swojej ławce(na polskim w ostatniej)wypakowałem się i czekałem na polecenia ukochanej nauczycielki.
-Grover Stay,do odpowiedzi-powiedziała.
- Może zaszczycisz nas swoją wiedzą na temat Homera,chłopcze?-dodała
-yyhh no więc, on był ten no.... on był pisarzem i poetą? żył no nie wiem w X w.?
-Tak owszem był pisarzem, czy masz coś do dodania?
-Nie proszę pani- powiedziałem przerażony.
- No więc to co zawsze jedyneczka- powiedziała uśmiechnięta.
Nie znosiłem jej zawsze zadawała jakieś bezsensowne pytanie, nie mam pojęcia z skąd je brała, ale teraz to był mój najmniejszy problem. Do sali wszedł jakiś starszy mężczyzna i powiedział coś na ucho pani B.a ona spojrzała na mnie i powiedziała żebym poszedł z tym panem. Byłem przerażony po co miałem wyjść z nim? Znowu szykowały się kłopoty, tak jak myślałem po opuszczeniu klasy starszy mężczyzna przemienił się w coś dziwnego pół człowieka pół węża nie znałem się tak na potworach ale chyba fachowa nazwa to naga. Tak był nagą wyglądał obrzydliwie jego nogi najpierw się skleiły a następnie pokryły łuskami. Nigdy w życiu nie widziałem tak obrzydliwej kreatury a z biologi byłem przecież całkiem nie zły. Dobra kontynuując potwór wlepił we mnie wielkie ślepia i zapytał o jakąś księgę przebaczenia,przeznaczenia coś w tym stylu przez wężowy język trudno było mi to zrozumieć powiedziałem mu że nie mam pojęcia o żadnej księdze. W tym momencie olbrzymi gad strasznie się zdenerwował, uratowało mnie wejście woźnego lecz ku mojemu zdziwieniu przeszedł koło nas jak gdyby nigdy nic. A olbrzymie gady to nie normalka nieprawdaż?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------Jeśli przeczytałeś byłoby miło gdybyś zostawił komentarz. Liczę na szczerą treść, przyjmę każdy rodzaj krytyki.:)

Rozdział I

Dzień zapowiadał się jak zwykle,wstałem,ubrałem się i po zjedzeniu czegoś wyruszyłem w drogę do szkoły. Nie znosiłem szkoły, choć kto ją lubi??? Nie byłoby tak źle gdyby nie moja chora klasa i ukochana nauczycielka Pani Brend ( j.polskiego). Uwzięła się na mnie już po pierwszym dniu gimnazjum, podobnie jak moja klasa. Co lekcje byłem brany do odpowiedzi, prawie za każdym razem dostawałem 1 moi rodzice na szczęście nie mieli do mnie aż takich pretensji.Oni byli wspaniali na prawdę ich kochałem. Niestety jeszcze wtedy ich nie doceniałem. Dobra kontynuując Pani B. mnie nie znosiła nie miałem pojęcia dlaczego przecież nic jej nie zrobiłem... A dlaczego klasa mnie nie lubiła??? Tego to do dzisiaj nie wiem. Może byli zazdrośni o to że byłem byłem bardzo uzdolniony z matematyki,chemii i biologi. Tak wiem jestem bardzo skromny.

Kiedy wracałem z lekcji było już ciemno no cóż był już przecież grudzień, z szkoły do domu mam raptem 20 minut ale dzisiaj postanowiłem pójść parkiem i to był mój straszliwy błąd... Idąc mijałem wielu ludzi co się dziwić większość z nich wracała już z pracy. Ale mężczyzna którego minąłem różnił się od innych ludzi, że wyróżniał się wyglądem to normalne ale to jego spojrzenie było przerażające pełne bólu cierpienia i śmierci mówię wam to było coś naprawdę okropnego. Niestety moje obawy się sprawdziły kiedy go minąłem zostałem ogłuszony obudziłem się ok dwóch godzin po zdarzeniu było mi słabo i brało mnie na wymioty. Czułem się fatalnie... Poszedłem do domu najszybciej jak mogłem. Lecz w domu nikogo nie było rodzice byli jeszcze w pracy. Trochę mnie to zasmuciło bo potrzebowałem czyjegoś wsparcia a ich wiecznie nie było.. Odrobiłem lekcje, zjadłem obiad i włączyłem telewizję jak zwykle nie leciało nic fajnego. Na takim przełączaniu programów minęło mi strasznie dużo czasu. Było już późno. Umyłem się i położyłem ale coś nie dawało mi spokoju... Nie chodziło o to że nie powiedziałem rodzicom o tym zajściu. Zastanawiało mnie dlaczego podejrzany koleś nic mi nie ukradł? O co mu więc chodziło.? Nagle dopadł mnie straszliwy głód, zszedłem na dół i zrobiłem sobie kanapkę ale to nie wystarczyło, zjadłem kolejną i kolejną ale dalej byłem głodny przystając na czwartej dałem sobie spokój. Nie rozumiałem o co w tym wszystkim chodzi.Ta noc była okropna nie przespałem ani minuty a mimo to nie czułem większego zmęczenia. Coś było ze mną nie tak i to zdecydowanie nie działo się przez burzę hormonów...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------Jeśli przeczytałeś byłoby miło gdybyś zostawił komentarz. Liczę na szczerą treść, przyjmę każdy rodzaj krytyki.:)
Hej!!! Jestem Patryk będę prowadził nowego bloga pod tytułem Opuszczeni.
Napisana przeze mnie powieść będzie opowiadała o przygodach chłopaka który zostaje przemieniony z  w opuszczonego poszukuje sposobu w jaki mógłby stać się z powrotem normalny, musi pozostawić swoją rodzinę i wszystko co kiedykolwiek kochał. Czy to mu się uda??? Odpowiedź na to pytanie uzyskacie czytając moją powieść. Mam nadzieje ze wam się spodoba. :)